Foster Alan Dean - Przeklęci Tom 03 - Wojenne Łupy - Rozdział 21

    - Odejdź! - Cienie wątpliwości snuły się niewyraźnie na pograniczu jej myśli. - Śpię!

    Słowa, które dotarły do niej przez głośnik przy drzwiach, nie były wypowiedziane w ziemiańskim języku, ale i tak je zrozumiała. Nie znała biegle gardłowej mowy nocnego gościa, tak jak dwunożnych wojowników, czy Hivistahmów, ale nawet w półśnie wystarczająco dobrze nią władała.

    - Powtarzam: odejdź!

    - Proszę - błagał głos. - Muszę pilnie z tobą porozmawiać.

    Biorąc pod uwagę rasę niewidocznego mówcy, to oświadczenie nie miało sensu. Zdumiona i teraz już bardziej rozbudzona, niż śpiąca, podniosła się ze swego nocnego gniazda i podeszła do drzwi. Wbudowany w nie skaner potwierdził pochodzenie niespodziewanego gościa, ale to nie rozwiało jej zdziwienia.

    Ekran pokazywał niespokojnego Lepara, odzianego w nieforemny, prosty mundur, jaki nosili na służbie. Jego ogon spoczywał na podłodze bez ruchu, błyszcząc w padającym z góry świetle. Skrzynka z narzędziami zwisała z płetwiastej, zakończonej grubymi paluchami kończyny.

    - Czego chcesz?

    - Wczoraj, podczas walki uszkodzono urządzenia do sterowania wewnętrznym środowiskiem. Czujniki właśnie zaczynają się włączać. Jeśli nie naprawię szybko urządzenia, nikt w tym budynku nie będzie mógł nastawić takiej temperatury, albo wilgotności, jaka mu odpowiada. Może to być bardzo nieprzyjemne. Wiem, że już jest późno, ale jeśli mnie wpuścisz, to będę mógł założyć w twoim pokoju obejście, które zapewni ci komfort, dopóki nie wymienimy uszkodzonych urządzeń.

    Oparła się o drzwi, niezdecydowana, czy obudzić się zupełnie, czy też wracać z powrotem do gniazda.

    - Tu się nie dzieje nic złego ze środowiskiem. Idź pracować w pokoju kogoś innego.

    - Proszę. - Widoczne na skanerze oblicze Lepara przybrało jeszcze bardziej ponury wygląd, niż zwykle, płaska, szerokousta twarz zastygła w wyrazie godnego współczucia imbecylizmu. Kazano mi zainstalować obejście w każdym pokoju. Dopóki tego niezrobię, nie mogę zejść ze zmiany. Muszę tu pozostać, aż wszyscy mnie wpuszczą, nawet jeśli będę musiał czekać do wschodu słońca. To zostanie zapisane w mojej karcie pracy jako niekompetencja i to oznacza, że nie będę mógł się przespać i będę...

    - Dość! Przestań skamleć. To się staje niemożliwe do zniesienia.

    Zirytowana uruchomiła wejście i aktywowała wewnętrzne oświetlenie apartamentu.

    Potężny ziemnowodny samiec wkroczył do środka, a ona automatycznie zamknęła za nim drzwi. Bez słowa obrócił się w stronę ukrytej tablicy rozdzielczej, wmontowanej w ścianę. Otwierając skrzynkę, którą przyniósł, niepożądany gość zaczął przepatrywać jej zawartość, jakby szukając jakiegoś szczególnego narzędzia.

    - Przykro mi, że przeszkadzam ci tak późno w nocy - zagulgotał.

    - Nie ważne. Już się obudziłam - była nieubrana i nieprzystrojona, ale nie było potrzeby tego zmieniać w obecności Lepara, dla którego przedstawiała się jako duży, nie latający ptak. Widok jej ciała wywoływał w nim taką samą reakcję, jak widok abstrakcyjnej rzeźby.

    Jej gość twierdził, że to nie potrwa długo, ale biorąc pod uwagę jego początkowe wahanie i znając Leparów wiedziała, że to może równie dobrze trochę potrwać. Wycofała się do nisko nad podłogą zainstalowanego monitora i podkuliwszy pod siebie nogi, usiadła przed ekranem. Zawsze są jakieś notatki do uporządkowania, materiały do przejrzenia.

    Kompletnie zapomniała o Leparze, gdy nagle tuż za nią rozległ się jego gardłowy głos;

    - Czy mogłabyś poświęcić mi chwilę uwagi?

    - Co znowu? - gderając, obróciła się, spojrzała w górę i doznała największego szoku w życiu, co, biorąc pod uwagę wszystko, czego doświadczyła na przestrzeni lat, było czymś niezwykłym.

    Pistolet, który Lepar trzymał w swej pokrytej ciemnozieloną, oślizgłą skórą dłoni, był wystarczająco mały, by uchodzić za zabawkę. Będąc daleko lepiej obeznaną z tego rodzaju urządzeniami od przeciętnego Waisa wiedziała, że jego rozmiar w żaden sposób nie zmniejszał potencjalnego zagrożenia życia. Obecność broni w ręku nie-Ziemianina i nie-Massuda była zdumiewająca. Widząc wywijającego nią Lepara, po prostu skamieniała.

    Podniosła osłupiały wzrok na rozciągliwą twarz. Szerokie, bezzębne usta były zamknięte, szeroko rozstawione, małe czarne oczka błyszczały w sztucznym świetle. Oniemiała, nie była w stanie przemówić.

    - Proszę, nie bój się - powiedział uprzejmie i poruszył pistoletem, - Użyję broni jedynie w ekstremalnych warunkach. - Starał się ją uspokoić, ale jego słowa nie odniosły skutku.

    - Jesteś Leparem. Twój gatunek od samego początku był cywilizowanym członkiem Gromady. Choć niespecjalnie mądrzy, nie jesteście skłonni do przemocy tak samo, jak my. Nie rozumiem tego. - Drżącym końcem skrzydła wskazała na broń. - Jak możesz tu stać i grozić mi tym?

    - To jest dla mnie wielkie obciążenie psychiczne, ale jakoś to wytrzymuję. Wiedz, że użyję tego bez wahania, jeśli warunki mnie do tego zmuszą.

    Jej początkowy strach zaczął ustępować wściekłości. To wszystko było po prostu zbyt oburzające.

    - Ludzie tutaj już próbują wyjaśnić śmierć jednego Amplitura i dwóch Ziemian. Czy nie sądzisz, że Wais zmarły od ran postrzałowych, to byłoby troszkę za wiele?

    - Przypuszczalnie tak - zgodził się Lepar. - Jeśli będę zmuszony zabić cię tu i teraz, możliwe, że zostanę schwytany. Ponieważ nie można dopuścić do tego, zaraz po zabiciu ciebie, będę musiał zastrzelić i siebie. To powinno wystarczyć, by położyć kres wszelkim pytaniom.

    Myślała, że nic już jej nie zaszokuje. Myliła się.

    - A więc zamierzasz mnie zabić?

    - Nikt nie chce cię zabijać, Wielka Akademiczko Lalelelang. Jesteś unikalną i cenną osobistością. Wiedza o współżyciu Ziemian z innymi gatunkami Gromady, którą zgromadziłaś i wydestylowałaś, okazała się bardzo użyteczna.

    - Użyteczna - powtórzyłajak echo. Jej rzęsy zadygotały. - Chyba nie dla was?!

    - Od dłuższego czasu korzystamy z twoich materiałów. - Jego zagadkowe oblicze zastygło w głupim grymasie. Przypomniała sobie, że taki wyraz twarzy wynikał z układu kostnego, i nie odzwierciedlał uśmiechu. - Robotnicy-Leparowie na waszej planecie maja swobodny do nich dostęp.

    Pomyślała o Leparach przebywających na kontraktach, których zauważyła, gdy wykonywali pracochłonne i czasochłonne, głównie usługowe czynności na terenach uniwersyteckich. Cisi, miękko mówiący, ulegli Leparowie. Podobnie jak reszta jej kolegów, nigdy nie poświęcała im ani chwili uwagi. Umysłowo i emocjonalnie nadawali się do takich zajęć, podczas, gdy Waisowie, i na dobrą sprawę większość pozostałych inteligentnych gatunków, nie. Leparowie zawsze chcieli, nawet ochoczo, zająć się takimi sprawami, godząc się z tym, że są ograniczeni i czerpiąc cichą satysfakcję z wykonywania przyjętych zadań najlepiej, jak potrafili.

    To wszystko nie miało sensu. Oszołomiona, zapytała:

    - Po co Leparom dostęp do moich dokumentów? Po co Leparom dostejp do jakichkolwiek dokumentów? Moja praca jest kompleksowa i nieokreślona. Wykracza poza możliwości pojmowania kogokolwiek z twojej rasy.

    - Nie wykracza. Z pewnością jest trudna. Ale są wśród nas osobniki obdarzone większą inteligencją, niż ogół społeczeństwa. Idzie im niełatwo, ale są wystarczająco mądrzy, by zrozumieć takie rzeczy.

    - To jest obłęd - głośno mruknęła Lalelelang w swoim świszczącym języku. - Szaleństwo.

    Translator, który miał zawieszony na prawie nieistniejącej szyi, przetłumaczył jej słowa.

    - Cały wszechświat jest szalony. Mówiono mi, że jego fizyka jest bez sensu. Dlaczego ci, co w nim żyją, mieliby być bardziej sensownie zorganizowani?

    Stopniowo zaczęła sobie wszystko uświadamiać: prawdziwą broń, którą trzymał jej gość, brak innych podejrzanych spiskowców i fakt, że ta kreatura gotowa była, jeśli można było w to wierzyć i co samo w sobie wydawało się niewiarygodne, użyć tejże broni przeciwko niej. Od początku wiedziała jak zginął Amplitur i reakcyjny generał Levaughn, ale przyczyna śmierci jej przyjaciela, pułkownika Straat-iena aż do tej pory pozostawała całkowitą zagadką. Żaden Amplitur nie mógł obezwładnić Ziemianina w bezpośredniej walce, podobnie, jak żaden pojedynczy przedstawiciel jakiegokolwiek innego gatunku. Nawet Chirinaldo, czy Molitar. Ale żołnierze-Ziemianie mogli czasem być pokonani innymi metodami, na przykład, całkowitym zaskoczeniem.

    - Byłeś tam - powiedziała oskarżycielsko. Rozpoznała prosty, bezpośredni gest - równie zrozumiały w powietrzu, jak i pod wodą, który potwierdził jej oskarżenie.

    - Byłem.

    Decydujące było to, że nie zapytał o jakie "tam" jej chodziło.

    - Jak to się stało? Możesz mi powiedzieć?

    Nie dodała, iż powoli zaczął do niej docierać fakt, że po zakończeniu tej rozmowy prawdopodobnie nie ma żadnej przyszłości. Opór nie wchodził w grę. Poza wszystkim, była sparaliżowana nieprawdopodobną sytuacją.

    Pomyślała, że to może być odosobniony przypadek choroby psychicznej Lepara. Jako nieuniknione następstwo inteligencji, przypadki szaleństwa zdarzały się wśród wszystkich członków Gromady. Czy Leparowie byli na nie podatni? Nie wiedziała. Skoncentrowała się na rodzaju ludzkim do tego stopnia, że zignorowała wszystko inne.

    - To było... nieprzyjemne - beznamiętnie odpowiedział jej Lepar. - W momencie konfrontacji zajmowałem się apartamentem Amplitura. Jak wiesz, żyjemy w podobnym środowisku naturalnym, więc w trakcie swej pracy byłem spokojny. Ziemiański generał taki nie był. Wydalając skórą wodę i sól, wdał się w długą dyskusję z Ampliturem. Żaden z nich nie zwracał na mnie uwagi, ja też nie, dopóki nie przybył drugi Ziemianin.

    - Pułkownik Straat-ien - mruknęła cicho.

    - Tak. Słyszałem, jak prosił o pozwolenie wejścia do środka. Jako współpracownik generała, został wpuszczony.

    - Co było dalej?

    Leparowi udało się przybrać zamyślony wygląd.

    - To było nadzwyczajne. Ziemianin Straat-ien podjął próbę umysłowego zniewolenia Amplitura. Choć nie padło ani jedno słowo, było jasne, że obaj toczyli potężną walkę, zmierzającą do nieodgadnionego końca. Wysiłek był widoczny w ich postaciach i ruchach. Przez twarz Ziemianina przeszła wspaniała fala skurczów, zaś Amplitur gwałtownie walił mackami wokół siebie. Gwałtowne zmiany kolorów, przez które przeszła jego skóra zdumiały mnie. Gdy trwały ich bezgłośne zmagania, Ziemianin Levaughn coraz bardziej się niepokoił. Było jasne, że nie rozumiał co się działo, a żaden z umysłowych wojowników nie tracił czasu, by odpowiedzieć na jego coraz bardziej przenikliwe krzyki.

    Lalelelang przerwała mu bardzo ostrożnie:

    - Jedną chwilkę. A skąd ty wiedziałeś, że właśnie odbywała się umysłowa konfrontacja? Mogłeś odgadnąć, co robi Amplitur, ale o ile pułkownik Straat-ien nie próbował zasugerować ciebie, nie było szans, żebyś się domyślił, że on zmaga się z Ampliturem.

    - Należy ci się wyjaśnienie. Jesteśmy w stanie wykrywać taką działalność.

    - Tak, tak. Leparowie są równie podatni na sugestię jak Waisowie, Hivistahmowie, czy jakikolwiek inny rozumny gatunek, z wyjątkiem rodzaju ludzkiego. Ale Amplitur musi cię zasugerować, nie można samoistnie wykryć w nich istnienia takiej umiejętności. A ty twierdzisz, że Ziemianin próbował zasugerować Amplitura. - Uważnie obserwowała swego prześladowcę. - To niemożliwe. Ziemianie mogą jedynie stawiać opór takiej penetracji. Nie posiadają równej Ampliturom umiejętności sugerowania.

    - Ampliturowie nie muszą nas sugerować. Nie mamy takich jak oni umiejętności narzucania komuś swych myśli, za to całkiem łatwo potrafimy wyczuć, gdy robią to inni, zarówno Ampliturowie, jak i członkowie tej grupy Ziemian, którzy zwą się Kadra.

    - Kadra? - Jej umysł wirował. - Co to takiego?

    - Wiedzieliśmy o tym już od dłuższego czasu. Kolektywnie wiemy o Ziemianach więcej, niż jakikolwiek reprezentant każdego z gatunków Gromady. Więcej od nas wie jedynie kilku specjalistów, wśród których wiedziesz prym. Leparowie byli na statku, który pierwszy nawiązał kontakt. Leparowie byli pierwszymi, którzy rozmawiali i stykali się bezpośrednio z Ziemianami i ciągle jesteśmy jedynymi, którzy efektywnie mogą z nimi współpracować pod wodą. Interesowaliśmy się nimi od samego początku, tak jak interesujemy się wszystkim, co zagraża naszemu bezpieczeństwu. Hivistahm pierwszy zetknął się z pojmanymi Ziemianami, których Ampliturowie tak zmodyfikowali, by wyglądali i myśleli jak Ashreganie, ale by walczyli dla Celu ze skutecznością Ziemian. Jego towarzyszem był Lepar, który natychmiast pojął znaczenie tego spotkania i upewnił się, że ów osobnik pozostał przy życiu, by poddać go dalszym badaniom. To właśnie ten Lepar gotów był odwołać się do przemocy, by to osiągnąć. Jeśli chodzi o Kadrę, to została sformowana przez potomków owych zmodyfikowanych przez Ampliturów dzieci, których unikalne zdolności są przypadkowym i najwyraźniej dziedzicznym produktem ubocznym podjętych przez Hivistahmów, chirurgicznych prób usunięcia zmian, które wprowadzili w nich genetyczni inżynierowie Ampliturów. Śledziliśmy poczynania tych utalentowanych Ziemian od czasów osobnika, zwanego Ranji-aar.

    Lalelelang milczała przez dłuższą chwilę, dokładnie rozważając nie tylko to, co Lepar powiedział, ale i to, czego nie powiedział.

    - Jeśli udalo się wam zrobić to wszystko bez żadnych przeszkód, to oznacza, że nie tylko możecie wyczuwać próby sugerowania, ale potraficie, tak jak Ziemianie, oprzeć się im.

    - Tak też jest. Jesteś bardzo inteligentna. Nasz system nerwowy działa odmiennie od systemu Ziemian. Ich jest aktywnym układem defensywnym, który zwalcza każdą próbę penetracji, lub manipulacji. Nasz jest pasywny. My po prostu nie jesteśmy podatni na sugestie.

    - Ale było przecież tyle udokumentowanych przypadków pojmanych Leparów, manipulowanych przez Ampliturów!

    - Ci pojmani tylko udawali, że podporządkowują się sugestii wrogów. To nie jest takie trudne. Ponieważ jesteśmy prostymi istotami, dostajemy jedynie proste zadania do wykonania. Wszyscy wiedzą, że nie stanowimy żadnego zagrożenia. Udawana ignorancja jest zaskakująco dobrym parawanem. Czasami dobrze jest, jeśli uważają cię za imbecyla. Żaden Ziemianin z Kadry nigdy nie próbował nas zasugerować. Nie było takiej potrzeby. Mieliśmy bardzo mało do czynienia z przebiegiem wojny. Z tych samych powodów również Ampliturowie przeważnie nas ignorowali. Jeśli mamy jakiś wybór, to wolimy być ignorowani. Co za szkoda! Wszystko układało się tak dobrze. Wojna się skończyła, nadszedł pokój i moi współbracia mogli wreszcie zająć się doskonaleniem swoich możliwości umysłowych i innych, bez groźby zagłady i zniszczenia, które niosła wojna. Wiedzieliśmy o Ziemianach z Kadry i obserwowaliśmy ich pilnie, ale wyglądało na to, że starali się przede wszystkim utrzymywać swoje istnienie w tajemnicy. - Leniwie machnął pistoletem. - Ale nie po raz pierwszy pomyliliśmy się w ocenie Ampliturów. Kto by pomyślał, że po kapitulacji będą próbować zawrzeć przymierze z reakcyjnymi Ziemianami? Albo, że część Ziemian okaże się nawet mniej cywilizowana, niż wszyscy sądzili, zgadzając się i akceptując ofertę pomocy i kierownictwa od Ampliturów? Zareagowalibyśmy na to zagrożenie prędzej, gdyby nie to, że jesteśmy tak mało rozgarnięci. Właściwa reakcja na wydarzenia trwa u nas bardzo długo. Na przykład twoje badania, są tak szczegółowe, że aż czasem trudne do zrozumienia.

    Pogodziwszy się z tym, co się nieuchronnie zbliżało, Lalelelang uspokoiła się.

    - Gdyby ktoś do mnie przyszedł i wyrecytował taką litanią jak ty przed chwilą, pomyślałabym, że zaćmiło mu umysł,

    - Reprezentujemy sobą niewiele więcej, niż wam się wydaje - powiedział Lepar niemal przepraszająco. - Pomocni, pożyteczni i całkiem nieszkodliwi.

    - Przepraszam, ale w tej chwili nie wyglądasz na całkiem nieszkodliwego.

    - Uwierz mi, jest mi bardzo przykro, że do tego doszło, ale pewne tajemnice nie mogą zostać ujawnione.

    - Co się stanie... później?

    - Nikt nie będzie mnie podejrzewał o te zabójstwa. Jak słusznie zauważyłaś, nikt też nie pomyśli, że Lepar byłby zdolny do współudziału w takim akcie przemocy. W dalszym ciągu będziemy śledzić poczynania Kadry, jak również reakcyjnych Ziemian i płaszczących się Ampliturów. Jeśli interwencja znów okaże się niezbędna, przeprowadzimy ją tak pokojowo i dyskretnie, jak tylko możliwe.

    - Wygląda na to, że wszystko macie dokładnie przemyślane.

    - Nie mamy innego wyboru - przyznał Lepar. - Nie jesteśmy wystarczająco sprytni, by oprzeć się zakusom takich gatunków jak Ziemianie, czy Ampliturowie, więc musimy działać, zanim oni to zrobią.

    - Skoro już mi to wszystko ujawniłeś, z pewnością nie zaszkodzi, jeśli mi opowiesz co się wydarzyło w kwaterze Amplitura? - Lepar zawahał się. - Proszę - błagała Lalelelang. - Chyba możesz dla mnie zrobić choć tyle i zaspokoić moją ciekawość.

    - Jak zawsze, prawdziwa uczona. Jeśli sobie życzysz. - Aż zmrużył małe czarne ślepka z wysiłku, by sobie to przypomnieć. - Ziemianin Straat-ien i Amplitur zmagali się bezgłośnie. Ziemianin Levaughn nie zdawał sobie sprawy z natury bitwy, która rozgrywała się na jego oczach. Ja wiedziałem, choć z całych sił starałem się udawać, że nie rozumiem co się dzieje. Ani Ziemianin Straat-ien, ani Amplitur nie mogli zdobyć przewagi. Ziemianin penetrował, a Amplitur stawiał opór. Nie otrzymując reakcji na swe błagalne prośby od żadnego z nich, Ziemianin Levaughn wpadł w panikę i zaczął wzywać pomoc. Widząc to, Ziemianin Straat-ien spróbował go powstrzymać. Nastąpiła krótka walka, zakończona tym, że Ziemianin Straat-ien zabił Ziemianina Levaughna. To chwilowe odwrócenie uwagi Ziemianina Straat-iena wykorzystał Amplitur, próbując uciec. Ponieważ teraz wiedział już o sugestywnych zdolnościach Ziemianina, było jasne, że Straat-ien nie może mu na to pozwolić. Twój przyjaciel skierował pistolet, z którego przed chwilą zabił swego ziomka w stronę Amplitura i oddał kilka strzałów. Pociski spowodowały straszne rany w ciele Amplitura, masakrując je. Był już nie od odratowania. Ziemianin Straat-ien wykazując spryt, umieścił swą broń w dłoni nieżywego Ziemianina, zacisnął jego martwe palce na kolbie. Chciał stworzyć pozory, że to generał zabił Amplitura, a potem popełnił samobójstwo. - Aby jego plan się powiódł, twój przyjaciel musiał rozwiązać jeszcze jeden problem. Mnie. Byłem świadkiem całego zajścia.

    Lalelelang wysłuchała ponurego sprawozdania w całkowitym milczeniu. Teraz znów spojrzała w górę:

    - Co zrobił Ziemianin Straat-ien?

    - Rozmyślnie stanął pomiędzy mną a drzwiami, oświadczając z nie udawanym żalem, że zamierza mnie zabić. Był bardzo zaskoczony, gdy z wewnętrznej kieszeni kamizelki wyjąłem broń bardzo podobną do jego i gdy strzeliłem mu dokładnie między oczy. Nie jestem ekspertem od ziemiańskich wyrażeń, ale jestem pewien, że nie mylę się przy tej interpretacji. W tej krytyczniej sytuacji bezwiednie wykorzystał swój talent i jego konsternacja była bardzo wyraźna w jego myślach. Ponieważ on umieścił swoją broń w ręku zmarłego generała Levaughna, ja mogłem umieścić moją, w jego. Wydawał się bardzo porządną i wrażliwą osobą, jak na Ziemianina i bardzo żałuję, że musiałem go zabić.

    Lalelelang zazgrzytała wewnętrznymi krawędziami dzioba.

    - Wierzę we wszystko, co mi powiedziałeś, z wyjątkiem tego, że go zabiłeś. Ty, Lepar, mogłeś zabić Ziemianina?

    - To było nieuniknione. Lepiej byłoby zostawić pułkownika Straat-iena przy życiu, z moralnego, jak i innych powodów. Ale są jeszcze inni członkowie Kadry, młodsi od niego, którzy energicznie podejmą zadanie, polegające na tym, żeby zapewnić pokój wśród Ziemian i nie ulegać przebiegłym pochlebstwom Ampliturów.

    Zachowywała się, jakby nie słyszała ostatnich słów:

    - Naprawdę chcesz żebym uwierzyła, że zastrzeliłeś Ziemianina? Gruntownie wyszkolonego żołnierza, jakim był Straat-ien?

    - Były wcześniej przypadki, że nieomal to zrobiono, ale aż do tej pory nie było to konieczne.

    - Leparowie nigdy nie byli wojownikami.

    - I dalej tak jest. Nienawidzimy gwałtu i przemocy. Działamy pod przymusem. Gdy jesteś wystarczająco przerażona, potrafisz zrobić rzeczy, które wcześniej uważałaś za niemożliwe, a ponieważ czujemy się tak niepewnie, łatwo nas przerazić.

    Wskazała na mały pistolecik:

    - Czy mierzysz z tego we mnie dlatego, że się mnie boisz?

    - Tak - odpowiedział Lepar z głębokim przekonaniem. - Wiedza, którą posiadasz strasznie mnie przeraża.

    - Wystarczająco, byś mnie zabił? Byś dokonał aktu fizycznej przemocy na innej myślącej istocie, która nie ma zamiaru zrobić ci krzywdy? - Lepar milczał, więc spróbowała innej taktyki: - Jak wyjaśnisz moją śmierć od kuli? Nie toczą się żadne walki, żadne zmagania. Nie jestem Ziemianinem, którego można oskarżyć o szaleństwo i furię. Jestem spokojnym naukowcem.

    Lepar uniósł niewielką broń.

    - To nie jest taki sam typ uzbrojenia jak ten, z którego zastrzelony został pułkownik Straat-ien. To nie strzela eksplodującymi, ani rozrywającymi pociskami. To jest zminiaturyzowana strzykawka gazowa, która nie zostawia żadnych śladów. Narkotyk, który przedostanie się do twego krwiobiegu wywoła objawy podobne do naturalnego ataku serca. Chociaż użyta do tego celu toksyna gwałtownie rozprzestrzenia się po całym systemie i rozkłada na nie identyfikowalne komponenty zaraz potem, szczegółowa analiza przeprowadzona tuż po śmierci mogłaby ujawnić prawdziwą jej przyczynę. W związku z tym pozostanę tu po twoim zejściu, by się upewnić, że nic takiego nie będzie miało miejsca i że twoje ciało nie będzie niepokojone przez określony czas. Waisowie znani są z delikatnej budowy. Twoja śmierć nie wywoła żadnych podejrzeń.

    - No i co dalej? Ja będę martwa, podobnie jak pułkownik Straat-ien, generał Levaughn i przedstawiciel Ampliturów. I co wam to da? Inni Ziemianie zajmą miejsce Levaughna.

    - Może nie, a jeśli tak, może nie od razu. Ziemianin Levaughn przejawiał niezwykłą kombinację możliwości i motywacji. Po spektakularnej klęsce, jaką z nim ponieśli, Ampliturowic wycofają się z tego projektu, by rozważyć swoją porażkę. To da procesowi pokojowemu czas okrzepnąć. W międzyczasie będziemy monitorować polityczne poczynania reakcyjnych Ziemian i obserwować działalność Kadry pilnującej własnych współbraci. Mamy nadzieję, że nie będziemy musieli rychło wtrącać się w sprawy innych ras. Hivistahmowie i O'o'yanowie, Bir'rimorowie i Massudzi, Yula i S'vanowie, Ziemianie i cała reszta nie będzie o nas wiedziała więcej, niż teraz, czy kiedykolwiek przedtem. Tak jest najlepiej, ponieważ boimy się i zawsze baliśmy się ich wszystkich.

    - Jeśli naprawdę jesteście uodpornieni na manipulacje Ampliturów - powiedziała - mogliście być wspaniałymi żołnierzami Gromady. Mogliście walczyć u boku Massudów jeszcze zanim odkryliśmy i zwerbowali Ziemian.

    - Mówiłem ci, że nie jesteśmy wojownikami. Walka przeraża nas tak samo, jak każdy inny myślący gatunek. To, że nie jesteśmy równie mądrzy jak inni, nie oznacza, że jesteśmy mniej cywilizowani.

    - Nie jestem pewna, czy naprawdę jesteście tak głupi, jak twierdzicie.

    - Jesteśmy. Nie ulega wątpliwości. Ale ci z nas, którzy są w stanie zastanawiać się nad takimi sprawami uważają, że jest różnica pomiędzy byciem inteligentnym, a byciem mądrym i że zbyt wiele inteligencji nie musi wcale być takie dobre. Gdy chodzi o przeżycie, czasami instynkt jest lepszy. Bycie głupim zmusza cię do skupienia się na tym, co jest naprawdę ważne i do tego, żeby żyć zgodnie z twoimi ograniczeniami. Wykonujemy te prace, którymi inne gatunki gardzą... W wyniku tego, prosperowaliśmy i rozmnażaliśmy się w ramach Gromady. Podczas, gdy inne rasy się kłócą, a czasem nawet walczą między sobą, my ciężko pracujemy, obserwujemy, słuchamy i próbujemy być choć trochę mądrzejsi. Gdy dają ci do zrobienia najgorsze prace, gdy jesteś ignorowana tak, jakbyś nie istniała, masz wspaniałe możliwości, by obserwować i słuchać. Moi współbracia już dawno temu zorientowali się, że trudno jest czegokolwiek się nauczyć, gdy się ma bez przerwy otwarte usta. Niezależność jest najlepsza. Tak więc Ampliturom nie można zezwolić na wskrzeszenie Celu. Pokój lepiej się nadaje do takiej egzystencji. A więc nie można pozwolić Ziemianom na wszczęcie nowej wojny. Ziemianie i Ampliturowie działający razem, to najgorsza z możliwych kombinacja. Nie jesteśmy aż tak głupi, by tego nie zauważać.

    Lalelelang wyczuła, że Lepar staje się coraz bardziej nerwowy i że kończą jej się pomysły.

    - Jeśli pomimo twej ostrożności w moim ciele znalezione zostaną ślady toksyny, lokalne władze będą szukały mordercy. - Użyła określenia pochodzącego z ludzkiego języka, ponieważ ani w waisowskim, ani w leparowskim nie było takiego wyrażenia.

    - To jest możliwe. Żadne działanie nie jest wolne od ryzyka. Choć wątpię w to. Gdyby jednak tak się stało, nie sądzę, żeby podejrzewali, czy przesłuchiwali mnie, prostego Lepara, zwykłego pracownika obsługi. Nawet, gdyby uznali, że któryś z nas jest zdolny do popełnienia takiego czynu, nie sądziliby, że jesteśmy do tego wystarczająco sprytni. Nie chcę cię zabijać, Szanowna Akademiczko Lalelelang, tak samo, jak nie chciałem zabić Ziemianina Straat-ien'a, ale strach i niepewność stanowią silną motywację dla takich, jak my. Wspaniale skupiają na jakimś celu nawet skromne środki i możliwości.

    - Rewelacyjna historia - pomyślała - nawet bardziej wstrząsająca od istnienia Kadry wśród genetycznie przemienionych Ziemian - i zaraz zginie wraz ze mną. Tylko dlatego, że byłam tak oddana swoim badaniom.

    - Poza tym, możemy pomóc Ziemianom.

    - Wy? - Była zdumiona. - Leparowie?

    - Rodzaj ludzki wie, że ze wszystkich inteligentnych gatunków, Leparowie stanowią najmniejsze dla nich zagrożenie. Uważają nas za umysłowo i fizycznie gorszych i nieszkodliwych. W związku z tym, będą nas słuchać, podczas gdy ich naturalny sceptycyzm spowoduje, że staną się ostrożni wobec takich jak S'vanowie. Na tym polega sekret skutecznego postępowania z Ziemianami. Jeśli się im sprzeciwisz, wzbudzisz ich podejrzenia, jak to zrobili Hivistahmowie, Yula i wszyscy inni. Gdy uznasz ich dominacją, na zawsze staną się twoimi przyjaciółmi i obrońcami. Na dodatek, jesteśmy jedynym gatunkiem, który może z nimi pływać pod wodą. Głęboko, we wnętrzu, pamiętają wodne środowisko, z którego się wywodzą. Jest to ledwo uchwytna więź, która jednak daje mojej rasie przewagę w stosunkach z nimi. Gromada chce zachować, ale i kontrolować ich umiejętność walki. My chcemy ich poskromić, dla naszego własnego bezpieczeństwa. Potrafimy to zrobić.

    - Potajemnie ich kontrolując.

    - Oferując im przyjaźń, która im niczym nie zagrozi. Teraz, gdy niebezpieczeństwo stwarzane przez Ziemianina Levaughn'a zostało zażegnane, Kadra przypuszczalnie będzie mogła sobie poradzić z Ziemianami mniejszego niż on kalibru, ale tych samych zapatrywań. Nam pozostanie zajęcie się całością gatunku.

    Wiedziała, że jej czas zbliżał sią ku końcowi.

    - Nie do mnie należy krytyka waszych metod działania, ani celów, ale czy naprawdę musisz mnie zabić, żeby ich ochronić? Zmodyfikowani Ziemianie zaufali mi i dopuścili do tajemnicy Kadry. Czy wy nie możecie mi również zaufać? Mogę być dla was użyteczna, tak jak byłam użyteczna dla nich.

    - Obawiam się, że nie. Nie jesteśmy tacy mądrzy jak zmodyfikowani Ziemianie. Możesz nas wyprowadzić w pole, a my nie będziemy nawet o tym wiedzieć. Lepiej być zabezpieczonym. Widzisz, Wielmożna Akademiczko, ty wiesz o zmodyfikowanych Ziemianach, o intencjach Ampliturów i o reakcyjnych Ziemianach, a teraz również o nas. Zgromadziłaś tyle prawdy, że to uczyniło z ciebie istotę najniebezpieczniejszą z żywych.

    Zamrugała długimi rzęsami.

    - W ciągu mego niezwykłego życia określano mnie różnymi przymiotnikami, ale nigdy: "niebezpieczna".

    - Nie doceniasz siebie. My nie popełniamy tego błędu.

    - Jestem zwykłą uczoną, ciężko pracującą poszukiwaczką wiedzy. To jest wszystko, czym zawsze chciałam być. Sama wiedza nie jest groźna.

    Lepar przyglądał się jej w zamyśleniu.

    - Może jednak wcale nie jesteś taka mądra.

    - Chyba masz rację, inaczej nie znajdowałabym się teraz w takim położeniu. Nie byłam nawet wystarczająco mądra, by schować wszystkie moje notatki w bezpiecznym miejscu.

    Odwróciła się w stronę sześcianu-przechowalni. Podążył oczyma za jej wzrokiem.

    I właśnie wtedy rąbnęła go rekorderem.

    Nie był szczególnie ciężki, ale solidnie zrobiony. Mocno ujęty i z całej siły pchnięty prawym skrzydłem nabrał wystarczającej masy, by uczynić cios skutecznym. Sam mach skrzydłem zapożyczony był z tańca godowego dorastającej młodzieży, ale też wystarczająco dobrze naśladował ziemiański cios. Dobrze znała jego fizyczny mechanizm ze swych badań.

    W momencie uderzenia w jej skrzydle eksplodował ból, paraliżując prawą stronę ciała. Zaskoczony Lepar znalazł się w gorszym położeniu, gdyż siła ciosu zdruzgotała mu kość policzkową i zmiażdżyła oko. Zachwiał się na swych krótkich nogach, odruchowo prężąc gruby ogon, co dało mu dodatkowy punkt podparcia. Zobaczyła, że jego palce konwulsyjnie zaciskają się na strzykawce i zamknęła oczy, gdy usłyszała, że wydaje ona ciche phut.

    Porcja trucizny z dużą szybkością wystrzelona minęła jej pierś i nieszkodliwie rozprysła się z tyłu na ścianie. W tym czasie ona już skoczyła na Lepara, przewracając go na podłogę. Wstrząs wywołany upadkiem jeszcze bardziej go oszołomił, dzięki czemu była w stanie wyrwać broń z bezsilnych palców.

    Choć była ona skonstruowana z myślą o kościstych palcach, udało się jej uchwycić proste urządzenie giętkimi wypustkami na końcu lewego skrzydła. Bez przerwy recytując najbardziej dynamiczną, służącą samokontroli mantrę, podniosła się z podłogi i stanęła, patrząc w dół na swego niedoszłego zabójcę. Lepar mrugał pozostałym okiem, a jego ogon drżał pod nim spazmatycznie.

    - Nadzwyczajne. Gdybym sam tego nie doświadczył, nigdy bym nie uwierzył, że to możliwe. Co teraz zamierzasz zrobić?

    Zaskoczyło ją odkrycie, że nie wie. To wszystko stało się tak szybko, ale teraz gwałtownie powracał rozsądek. Zaczęła gwałtownie dygotać.

    Zauważywszy jej reakcję, Lepar zaczął wstawać. Krew sączyła się z lewej strony jego twarzy, na której wykwitł smętny, sztywny uśmiech.

    - Nie możesz mnie zabić. Jesteś Waisem, a Waisowie uważają się za najbardziej cywilizowany gatunek ze wszystkich. - Płetwowata ręka wyciągnęła się w jej stronę. - Oddaj broń. Trucizna działa bezboleśnie. Skończmy z tym wszystkim, dla naszego wspólnego dobra.

    Potknęła się cofając.

    - Wy też jesteście "ucywilizowani".

    - Tak. Ale my jesteśmy wystarczająco przerażeni i ograniczeni umysłowo, żeby móc to obejść. Osiągnąwszy znacznie wyższy poziom cywilizacji, wy tego nie potraficie.

    Ręka pozostała wyciągnięta oczekująco: rozwarte palce, a cętkowana, zielono-czarna dłoń zwrócona w górę.

    - Zapominasz o jednej rzeczy. Spędziłam wiele lat, blisko współpracując z Ziemianami. Moi przyjaciele, rodzina, triada, a nawet koledzy zawsze twierdzili, że wywarło to na mnie szkodliwy i nieodwracalny wpływ. Zawsze zaprzeczałam. Teraz muszę niestety przyznać, że mieli rację.

    Lepar tylko mrugnął, gdy mały pistolecik wypalił po raz drugi, wydając taki dźwięk, jakby jakieś małe stworzenie kichnęło w swoje własne futro. Duże usta szeroko się rozwarły, ukazując czarną wilgotną gardziel. Nie rozległ się żaden dźwięk.

    Ciężko usiadł na podłodze.

    - Informacja była prawdziwa. Nie czuję żadnego bólu.

    Nieznacznie go obserwowała.

    - Jaka szkoda, że ta toksyna nie jest zorientowana na konkretny gatunek.

    Powoli przewrócił się na lewy bok.

    - Niezwykle ciekawe.

    Czarne oko wpatrywało się w nią nieruchomo. Chciała się odwrócić, uciec, ale nie mogła. Makabryczna fascynacja przykuła ją do miejsca.

    - Nie powinnaś być do tego zdolna. - Musiała wytężyć słuch, by zrozumieć słabnące gardłowe słowa. - To komplikuje sprawę. - Głos stał się niesłyszalny.

    Lepar nic więcej nie powiedział, nie poruszyła się też już żadna część jego ciała.

    Chwiejąc się obeszła zwłoki, nawet na sekundę nie odrywając od nich wzroku i wreszcie przysiadła na krawędzi gniazda. Przez ponad godzinę obserwowała nieruchomy kształt, rozciągnięty na podłodze. Czując się względnie bezpiecznie, odłożyła zwodniczo niewinnie wyglądającą broń i przeszła do higienicznej wnęki apartamentu. Pochylając szyję i głowę nad stosownym urządzeniem, rozpoczęła gwałtowne opróżnianie swego żołądka i wola z zawartości, która rychło znalazła się w pastelowym, perfumowanym zbiorniku.

    Gdy skończyła, umyła się i oporządziła najlepiej, jak potrafiła, po czym zaczęła pakować swoje rzeczy, nie zapominając o małym, śmiercionośnym pistoleciku. Ktokolwiek znajdzie nieżyjącego Lepara stwierdzi, że zmarł on na atak serca. Podstęp, który miał ukryć przyczynę jej śmierci równie dobrze działał w przypadku jej niedoszłego zabójcy.

    Medykamenty, które pozwalały jej współpracować dłuższy czas i całkiem blisko z Ziemianami pomogły jej opanować nerwy, gdy opuszczała rezydencję. Całkowicie zaabsorbowany śmiercią Amplitura i dwóch wyższych oficerów-Ziemian, personel nie zwrócił uwagi na wyjazd uczonej-Waisa. Lalelelang wątpiła, czy w całym tym rozgardiaszu ktokolwiek zauważy zgon robotnika-Lepara, który najwyraźniej zmarł z powodów naturalnych.

    Może z wyjątkiem innych przerażonych, ograniczonych umysłowo Leparów. Leparów, którzy obserwowali, słuchali, mało mówili, ale za to czasami działali. Leparów, którym nigdy nie udało się samodzielnie okiełznać podprzestrzeni i którzy musieli być przewożeni ze świata na świat przez przedstawicieli innych, bardziej technologicznie kompetentnych gatunków. Leparów, którym w ten sposób udało się być wszędzie, jak Gromada długa i szeroka.

    - Co on mówił?, próbowała sobie przypomnieć w bezpiecznej kajucie podprzestrzennego liniowca, który parkował na orbicie, że ona, Lalelelang, była najbardziej niebezpieczną, żyjącą osobą?

    Lepar nic nie powiedział na temat zdradliwych Turlogów. Czy było możliwe, że ziemnowodni nigdy nie odkryli tej szczególnej dwulicowości? Może to była prawda, że tylko ona jedyna znała wszystkie tajemnice?

    A chciała tylko móc spokojnie zająć się swoją pracą.

    Gdy transgwiezdny statek wchodził w podprzestrzeń, poczuła ukłucie żalu po zmarłym Straat-ienie, z którym tak długo pracowała i tyle przeszła. Wspaniale reprezentował swą rasę. Teraz już na zawsze będzie pozbawiona jego unikalnych obserwacji i komentarzy.

    Nie ważne. Będzie kontynuować badania bez niego.

    Pośród załogi statku było wielu Leparów. Uważnie ich obserwowała, ale nic nie wskazywało na to, że była w centrum ich uwagi, czy też kogokolwiek innego na pokładzie. Uciekała z Dakkaru z podziwu godną szybkością.

    Czy teraz będą jej szukać na ojczystej planecie? Leparowie pracowali w największych miastach, ale nie byli tam powszednim widokiem. Żaden aktualnie nie usługiwał na uniwersytecie. Na ile się odważą i jak zuchwale? Czy może poszukają wspólników, którzy dokonają zamachu? Może będzie to jakiś renegat-Massud, choć Ziemianin byłby lepszym kandydatem. Czyż Ziemianie nie tak właśnie przystąpili do wojny, jako żołnierze do wynajęcia? To byłaby ironia losu. Ziemianin wyglądałby nawet bardziej podejrzanie w jej otoczeniu, niż zbrodniczo nastawieni Leparowie.

    Nie była ani niewinna, ani bezbronna i jej specyficzne doświadczenia wiele ją nauczyły. By się zabezpieczyć, będzie musiała podjąć pewne kroki.



Strona główna     Indeks